Wpisy archiwalne w kategorii
W towarzystwie
| Dystans całkowity: | 24207.90 km (w terenie 1419.10 km; 5.86%) |
| Czas w ruchu: | 1436:52 |
| Średnia prędkość: | 16.40 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 76.23 km/h |
| Suma podjazdów: | 239762 m |
| Suma kalorii: | 552241 kcal |
| Liczba aktywności: | 322 |
| Średnio na aktywność: | 75.18 km i 4h 47m |
| Więcej statystyk | |
Maraton Podróżnika: Szczebrzeszyn
Sobota, 7 czerwca 2014 Kategoria 500 - setki, Maraton Podróżnika, W towarzystwie, Wycieczka wielodniowa
| Km: | 521.32 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 22:27 | km/h: | 23.22 |
| Pr. maks.: | 52.89 | Temperatura: | 24.0°C | HRmax: | HRavg | ||
| 9368: | 9368kcal | Podjazdy: | 2268m | Sprzęt: Koga Miyata | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Trasa: Skrzeszew- Mordy-
Łuków- Kock- Firlej- Kozłówka- Lublin- Bychawa- Wysokie- Teodorówka-
Szczebrzeszyn- Nielisz- Piaski- Łęczna- Parczew- Międzyrzecz Podl.- Łosice-
Skrzeszew
Mapa:
Gminny: 503 (+43) Zbuczyn, Łuków w., Łuków m., Stanin, Wojcieszków, Serokomla, Kock, Firlej, Kamionka, Lubartów w., Niemce, Jastków, Lublin, Konopnica, Niedrzwica Duża, Strzyżewice, Bychwa, Wysokie, Turobin, Radecznica, Frampol, Sułów, Nielisz, Szczebrzeszyn, Rudnik, Żółkiewka, Rybaczewice, Piaski, Trawniki, Milejów, Łęczna, Ludwin, Ostrów Lubelski, Parczew, Milanów, Komarówka Podl., Drelów, Miedzyrzecz Podl. w., Miedzyrzecz Podl. m., Huszlew, Olszanka, Przesmyki, Łosice
Pierwszy raz postanowiłem wziąć udział w imprezie typu maraton. Wiązało się to z nowością pod tytułem: jazda w grupie, nie wątpliwie ułatwiającej pokonywanie kilometrów w tak nizinnym – przy samotnej jeździe monotonnym - terenie.
Cel wyjazdu był jasny, przejechać ponad 500km „na raz”. Pesymistyczny wariat zakładał ok. 30 godzin jazdy, realistyczny ok.28 a optymistyczny celował w symboliczną kwalifikację na BBTour czyli zmieszczenie się w limicie 27 godzin.
Noc na podłodze przespana średnio, pobudka po 4, przed 8 dojazd na miejsce startu pod kościołem. Tam przypadkowy podział na trzy grupki i o 7:59 start w grupie numer 2 pod flagą Waxmuda.
Do Łukowa dość spokojne choć i tak powyżej zakładanego tempa, grupowa jazda (ocierająca się o przepisy drogowe). Po 20 minutowym postoju i kilkunastu wzorcowych kilometrach następuje stopniowe unicestwienie planu przejazdu maratonu w grupach. Kolejno wszyscy zjeżdżają się w całość, 3 grupa przesuwa się na przód, zjeżdża dowodzący Wilk. To starcza by wszyscy rozjechali się według wyścigowych standardów. Po kilku minutach z przodu, w grupie wypadek, po nim przystaję na mniej więcej minutkę ale koła pędzącej z 40km/h czołówki już nie łapie. Ostateczny podział na szybkich i wolnych zemną oczywiście w drugiej części.
Prze Kock do Kozłówki dojeżdżam z Robertem, czasem w grupce z Wojtkiem i Radkiem. Osób mało, jechać ciężej a do tego za nawigację służą nam moje kserówki map, przy braku mapnika na kierownicy najsprawniejszy system to nie jest;-)
Przed drugim postojem robi się ciepło i błogosławieństwem jest woda transportowana przez samochód techniczny (pomimo dystansu chyba pierwszy raz się nie odwadniam). Z drugiego postoju w Kozłówce ruszam własnym rekreacyjnym tempem by przed Lublinem dać się dogonić grupie Wilka i minimum miasto przejechać w towarzystwie. Tak też się dzieje a w szybszej „kolażówkowej” części grupki dojeżdżam do ostatniego wzgórza przed Bychawą w której pod dokulaniu mamy trzeci już pit stop.
Do tego momentu średnia była niepokojąco wysoka, prawie 27 km/h na 190km więc następny odcinek, wyżynny, do Szczebrzeszyna jadę własnym tempem. Najładniejszy roztoczański odcinek schodzi aż do wieczora, po drodze sporo dziur, odcinek z ruchem wahadłowym i nieszczęsne ominięcie zjazdu w Teodorówce co zapewnia mi plus kilka kilometrów i najostrzejszy podjazd dnia.
W czasie mojego zwiedzania przypadkowych wsi wyprzedają mnie wszyscy uczestnicy maratonu i do Szczebrzeszyna dojeżdżam z Rafim tylko przed kolegą na awaryjnej Kodze.
W Szczebrzeszynie planowany był godzinny postój obiadowy, pomysł ten od początku przekonywał mnie średnio, ja dużych posiłków w czasie jazdy nie jadam, więc po 20 minutkach i standardowej bułeczce ruszam w stronę Nielisza wyko rysując widność zachodzącego słońca. W Nieliszu rozświetlam się na standardową choinkę i kieruję w stronę Piasków, niespodziewanie jadę z przodu (inni robią zakupy) i dopiero po kilku kilometrach dogania mnie na obecnym etapie za szybka ‘grupka Wilkowa’ – oświetlenie tak pędzącej grupki rowerzystów łudząco przypomina z oddali samochód:-)
Towarzysząca noc robi się ciężka, tak nawigacyjnie jak i sennie, aby nogi wciąż podają. Czasem jadę z innym uczestnikami ale to wciąż ta szybsza połówka, więc odpadam. W Piaskach zatrzymuje się na batonika, siadami i trochę odpływam – na tyle słabo by odnotować kolejne mijające mnie rozświetlone grupki – chyba po kilkunastu minutach zbieram się za ostatnią z nich ale dojazd do Łęcznej to już półprzytomne zakosiki na drodze. Przed Łęczną ratunek, tanksztela z kawusią i zapasem Tigerów. Po wspomaganiu, znów przytomny, natrafiam na wracających z swojego pogubienia trasy Księgowego i Hansa.
Przez resztę nocy jedziemy razem, przy wyjeździe z Łęcznej łapiemy jeszcze raz samochód, Parczewie już gdzieś umyka nam oficjalne miejsce postoju. O świcie zawiało chłodem i w Miedzyrzeczu wraz z coraz cieplejszym słońcem robiło się nieprzyjemnie duszno. Co w połączeniu z dokuczającym żołądkiem dało mi sygnał na postój i odłączenie się od chłopaków. Decyzja o tyle głupia że ponoć z kilometr dalej w lesie stał samochód maratonowy i goniona przez nas grupa Eranis (połączone siły przyjechały na metę sporo szybciej niż ja solo).
Końcówka to już pełen relaks z świadomością że jak bym nie jechał to spełnię własny plan maksimum czyli 27h. Jedynym nieprzyjemnym momentem do mety była droga Łosice – Korczew, tak tragicznej nawierzchni (asfaltowej?) nie widziałem od 3 lat i otoczakowej drogi przy Kępnej w Beskidzie Niskim. Taki odcinek na dobicie elementów stycznych z siodełkiem:-)
Na mecie w Skrzeszewie czas brutto: 26:10 ( w limicie), 10 minut przed ostatnią czwórką która dojechała na metę, kilka osób się wycofało.
Zatem z nadwyżką satysfakcjonujący rezultat, szczególnie przy wiosennych kontuzjach.
Łącznie ok. 100 km w peletonie, ok. 200 w większych lub mniejszych grupkach a reszta solo. Wspólna jazda na pewno była bardzo pomocna i mobilizująca dla większego tempa.
Foto:

Przed startem © turdus23

Bychawa - 3 postój © turdus23
Sam na kilka ujęć też się załapałem:
Pierwsze kilometry
Noc
oraz
Więcej o samej imprezie
Mapa:
Route 2 645 070 - powered by www.bikemap.net
Gminny: 503 (+43) Zbuczyn, Łuków w., Łuków m., Stanin, Wojcieszków, Serokomla, Kock, Firlej, Kamionka, Lubartów w., Niemce, Jastków, Lublin, Konopnica, Niedrzwica Duża, Strzyżewice, Bychwa, Wysokie, Turobin, Radecznica, Frampol, Sułów, Nielisz, Szczebrzeszyn, Rudnik, Żółkiewka, Rybaczewice, Piaski, Trawniki, Milejów, Łęczna, Ludwin, Ostrów Lubelski, Parczew, Milanów, Komarówka Podl., Drelów, Miedzyrzecz Podl. w., Miedzyrzecz Podl. m., Huszlew, Olszanka, Przesmyki, Łosice
Pierwszy raz postanowiłem wziąć udział w imprezie typu maraton. Wiązało się to z nowością pod tytułem: jazda w grupie, nie wątpliwie ułatwiającej pokonywanie kilometrów w tak nizinnym – przy samotnej jeździe monotonnym - terenie.
Cel wyjazdu był jasny, przejechać ponad 500km „na raz”. Pesymistyczny wariat zakładał ok. 30 godzin jazdy, realistyczny ok.28 a optymistyczny celował w symboliczną kwalifikację na BBTour czyli zmieszczenie się w limicie 27 godzin.
Noc na podłodze przespana średnio, pobudka po 4, przed 8 dojazd na miejsce startu pod kościołem. Tam przypadkowy podział na trzy grupki i o 7:59 start w grupie numer 2 pod flagą Waxmuda.
Do Łukowa dość spokojne choć i tak powyżej zakładanego tempa, grupowa jazda (ocierająca się o przepisy drogowe). Po 20 minutowym postoju i kilkunastu wzorcowych kilometrach następuje stopniowe unicestwienie planu przejazdu maratonu w grupach. Kolejno wszyscy zjeżdżają się w całość, 3 grupa przesuwa się na przód, zjeżdża dowodzący Wilk. To starcza by wszyscy rozjechali się według wyścigowych standardów. Po kilku minutach z przodu, w grupie wypadek, po nim przystaję na mniej więcej minutkę ale koła pędzącej z 40km/h czołówki już nie łapie. Ostateczny podział na szybkich i wolnych zemną oczywiście w drugiej części.
Prze Kock do Kozłówki dojeżdżam z Robertem, czasem w grupce z Wojtkiem i Radkiem. Osób mało, jechać ciężej a do tego za nawigację służą nam moje kserówki map, przy braku mapnika na kierownicy najsprawniejszy system to nie jest;-)
Przed drugim postojem robi się ciepło i błogosławieństwem jest woda transportowana przez samochód techniczny (pomimo dystansu chyba pierwszy raz się nie odwadniam). Z drugiego postoju w Kozłówce ruszam własnym rekreacyjnym tempem by przed Lublinem dać się dogonić grupie Wilka i minimum miasto przejechać w towarzystwie. Tak też się dzieje a w szybszej „kolażówkowej” części grupki dojeżdżam do ostatniego wzgórza przed Bychawą w której pod dokulaniu mamy trzeci już pit stop.
Do tego momentu średnia była niepokojąco wysoka, prawie 27 km/h na 190km więc następny odcinek, wyżynny, do Szczebrzeszyna jadę własnym tempem. Najładniejszy roztoczański odcinek schodzi aż do wieczora, po drodze sporo dziur, odcinek z ruchem wahadłowym i nieszczęsne ominięcie zjazdu w Teodorówce co zapewnia mi plus kilka kilometrów i najostrzejszy podjazd dnia.
W czasie mojego zwiedzania przypadkowych wsi wyprzedają mnie wszyscy uczestnicy maratonu i do Szczebrzeszyna dojeżdżam z Rafim tylko przed kolegą na awaryjnej Kodze.
W Szczebrzeszynie planowany był godzinny postój obiadowy, pomysł ten od początku przekonywał mnie średnio, ja dużych posiłków w czasie jazdy nie jadam, więc po 20 minutkach i standardowej bułeczce ruszam w stronę Nielisza wyko rysując widność zachodzącego słońca. W Nieliszu rozświetlam się na standardową choinkę i kieruję w stronę Piasków, niespodziewanie jadę z przodu (inni robią zakupy) i dopiero po kilku kilometrach dogania mnie na obecnym etapie za szybka ‘grupka Wilkowa’ – oświetlenie tak pędzącej grupki rowerzystów łudząco przypomina z oddali samochód:-)
Towarzysząca noc robi się ciężka, tak nawigacyjnie jak i sennie, aby nogi wciąż podają. Czasem jadę z innym uczestnikami ale to wciąż ta szybsza połówka, więc odpadam. W Piaskach zatrzymuje się na batonika, siadami i trochę odpływam – na tyle słabo by odnotować kolejne mijające mnie rozświetlone grupki – chyba po kilkunastu minutach zbieram się za ostatnią z nich ale dojazd do Łęcznej to już półprzytomne zakosiki na drodze. Przed Łęczną ratunek, tanksztela z kawusią i zapasem Tigerów. Po wspomaganiu, znów przytomny, natrafiam na wracających z swojego pogubienia trasy Księgowego i Hansa.
Przez resztę nocy jedziemy razem, przy wyjeździe z Łęcznej łapiemy jeszcze raz samochód, Parczewie już gdzieś umyka nam oficjalne miejsce postoju. O świcie zawiało chłodem i w Miedzyrzeczu wraz z coraz cieplejszym słońcem robiło się nieprzyjemnie duszno. Co w połączeniu z dokuczającym żołądkiem dało mi sygnał na postój i odłączenie się od chłopaków. Decyzja o tyle głupia że ponoć z kilometr dalej w lesie stał samochód maratonowy i goniona przez nas grupa Eranis (połączone siły przyjechały na metę sporo szybciej niż ja solo).
Końcówka to już pełen relaks z świadomością że jak bym nie jechał to spełnię własny plan maksimum czyli 27h. Jedynym nieprzyjemnym momentem do mety była droga Łosice – Korczew, tak tragicznej nawierzchni (asfaltowej?) nie widziałem od 3 lat i otoczakowej drogi przy Kępnej w Beskidzie Niskim. Taki odcinek na dobicie elementów stycznych z siodełkiem:-)
Na mecie w Skrzeszewie czas brutto: 26:10 ( w limicie), 10 minut przed ostatnią czwórką która dojechała na metę, kilka osób się wycofało.
Zatem z nadwyżką satysfakcjonujący rezultat, szczególnie przy wiosennych kontuzjach.
Łącznie ok. 100 km w peletonie, ok. 200 w większych lub mniejszych grupkach a reszta solo. Wspólna jazda na pewno była bardzo pomocna i mobilizująca dla większego tempa.
Foto:

Przed startem © turdus23

Bychawa - 3 postój © turdus23
Sam na kilka ujęć też się załapałem:
Pierwsze kilometry
Noc
oraz
Więcej o samej imprezie
Maraton Podróżnika - dojazd: Skrzeszew
Piątek, 6 czerwca 2014 Kategoria Maraton Podróżnika, Wycieczka wielodniowa, W towarzystwie
| Km: | 52.35 | Km teren: | 0.40 | Czas: | 02:09 | km/h: | 24.35 |
| Pr. maks.: | 44.31 | Temperatura: | 18.0°C | HRmax: | HRavg | ||
| 974: | 974kcal | Podjazdy: | 196m | Sprzęt: Koga Miyata | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Trasa: Chorzów- Katowice- PKP-
Warszawa Wsch.- KM- Siedlce- Hołubla- Paprotnia- Korczew- Skrzeszew
Mapa:
Gminy: 460 (+7) Siedlce m., Siedlce w., Suchożebry, Paprotnia, Mordy, Korczew, Repki
Dzień dojazdu na Maraton Podróżnika pod Drohiczyn, kawałek podróży ale już na peronie Kato spotykam pierwszego uczestnika, Artura. Co ciekawe z jednego peronu i o jednej porze pojechaliśmy różnym pociągami („Skarbek” na Wawę i „Bolko” na Lublin) w to sammo miejsce. Wszystkie drogi prowadzą do Skrzeszewa:-)
Na warszawskim dworcu spotykam Wallace’a i wspólnie dojeżdżamy do bazy.
Miałem nadzieję odwiedzić tego dnia jeszcze Drohiczyn ale godzinę późniejszy pociąg i wieczorny deszcz skutecznie zniechęciły do odwiedzenia woj. Podlaskiego.
Foto:

Korczew © turdus23

Końcówka deszczu © turdus23
Mapa:
Route 2
641 276 - powered by www.bikemap.net
Gminy: 460 (+7) Siedlce m., Siedlce w., Suchożebry, Paprotnia, Mordy, Korczew, Repki
Dzień dojazdu na Maraton Podróżnika pod Drohiczyn, kawałek podróży ale już na peronie Kato spotykam pierwszego uczestnika, Artura. Co ciekawe z jednego peronu i o jednej porze pojechaliśmy różnym pociągami („Skarbek” na Wawę i „Bolko” na Lublin) w to sammo miejsce. Wszystkie drogi prowadzą do Skrzeszewa:-)
Na warszawskim dworcu spotykam Wallace’a i wspólnie dojeżdżamy do bazy.
Miałem nadzieję odwiedzić tego dnia jeszcze Drohiczyn ale godzinę późniejszy pociąg i wieczorny deszcz skutecznie zniechęciły do odwiedzenia woj. Podlaskiego.
Foto:

Korczew © turdus23

Końcówka deszczu © turdus23
Praca, Katowice
Piątek, 25 kwietnia 2014 Kategoria Praca, W towarzystwie
| Km: | 31.25 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:29 | km/h: | 21.07 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| : | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: Author Horizon | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
UŚ + BŚ
WPKIW
Poniedziałek, 31 marca 2014 Kategoria Przejażdzka, W towarzystwie
| Km: | 20.86 | Km teren: | 0.50 | Czas: | 01:48 | km/h: | 11.59 |
| Pr. maks.: | 30.15 | Temperatura: | 15.0°C | HRmax: | HRavg | ||
| 275: | 275kcal | Podjazdy: | 156m | Sprzęt: Koga Miyata | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Towarzysko
Uroczysko Buczyna - Jamna
Niedziela, 27 października 2013 Kategoria Poznajmy GOP, W towarzystwie
| Km: | 40.96 | Km teren: | 16.00 | Czas: | 02:50 | km/h: | 14.46 |
| Pr. maks.: | 41.52 | Temperatura: | 19.0°C | HRmax: | HRavg | ||
| 609: | 609kcal | Podjazdy: | 232m | Sprzęt: Koga Miyata | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Ch.- Batory- Uroczysko Buczyna- Radoszowy- Stare Panewniki- Mikołów Jamna- S.Panewniki- Kochłowice- Batory- Ch.
Towarzysko - przyrodnicze kręcenie po lasach kochłowicko - panewnickich.
Towarzysko - przyrodnicze kręcenie po lasach kochłowicko - panewnickich.
WPKIW
Wtorek, 15 października 2013 Kategoria Przejażdzka, W towarzystwie
| Km: | 16.04 | Km teren: | 1.50 | Czas: | 01:11 | km/h: | 13.55 |
| Pr. maks.: | 49.92 | Temperatura: | 13.0°C | HRmax: | HRavg | ||
| 200: | 200kcal | Podjazdy: | 130m | Sprzęt: Koga Miyata | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Park i Klimzowiec. Towarzysko
Istebna - Girova
Niedziela, 29 września 2013 Kategoria Wycieczka jednodniowa, W towarzystwie
| Km: | 92.34 | Km teren: | 7.50 | Czas: | 07:06 | km/h: | 13.01 |
| Pr. maks.: | 60.80 | Temperatura: | 10.0°C | HRmax: | HRavg | ||
| 2832: | 2832kcal | Podjazdy: | 1932m | Sprzęt: Koga Miyata | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Trasa:
Ch.- Ch.Batory- PKP- Wisła Uzdr.- Kozińce- Kubalonka (761)- Istebna- Bukovec- Chata Girova (790)- Hrcava- Trójstyk- Muzeum Świerka- Koniaków- Ochodzita (894)- Istebna Zaolzie- Kubalonka (761)- Wisła- PKP- Chorzów Miasto- Ch.
Mapa:
Trochę spóźniony doroczny wyjazd z kolegą. Tym razem wybór padł na okolice Istebnej. Girowa, Trójstyk i Ochodzita.
Z rana w Wiśle temperatura ledwie 3 stopniowa, natomiast podjazd po Koźińce solidnie rozgrzewający. Wersja przez Nową Osadę, dzięki posiadaniu w roku licznika z altimetrem wiem już że najtrudniejsze ścianki (po zerodowanych płytach) mają odpowiednio 200m - śr 26-27% - max 29% i 300m - śr 27% - max 28% nachylenia.
Po dojeździe na Kubalonkę po raz pierwszy zjeżdżałem przez Olecki. Ten pomysł mógł się skończyć nieciekawie, otóż na najostrzejszym fragmencie przy ok. 50 km/h nie zmieściłem się w wąskim zakręcie a łysa opona ujechała na zgromadzonych przy poboczu liściach. Szczęście w nieszczęściu że było tak zimno bo 6 warstw bluz i 3 warstwy spodni okazały się skuteczną ochroną przy szorowaniu po asfalcie.
Dalej spokojniej, choć na zjazdach bywało jeszcze emocjonująco to kończyło się wyhamowaniem na łąkach.
W Czechach po bardzo fajnej drodze wzdłuż samych wschodnich krańców republiki słabo przejezdny w środkowej fazie i wyśmienity w reszcie długości szlak po grzbiecie Girowej.
Trójstyk – dość sporo turystów, Ochodzita – za dużo turystów. W ramach rekompensaty widoki choć tym razem z prawie niewidocznymi Tatrami. Zjazd szlakiem rowerowym przez Raztokę do Zaolzia, w skrócie - bardzo sympatyczna wstążka asfaltu.
Przed podjazdem na Kubalonkę za zyskuję oscypki a kolega traci przerzutki – zerwana linka z przodu. W związku z tym pomijamy Stecówkę i okolice Czarnego kierując się wprost do centrum a na końcu dworzec – nawiasem nigdy nie zrozumiem jakim cudem w tak turystycznej miejscowości można było go zamknąć.
Reszta fotek:
Ch.- Ch.Batory- PKP- Wisła Uzdr.- Kozińce- Kubalonka (761)- Istebna- Bukovec- Chata Girova (790)- Hrcava- Trójstyk- Muzeum Świerka- Koniaków- Ochodzita (894)- Istebna Zaolzie- Kubalonka (761)- Wisła- PKP- Chorzów Miasto- Ch.
Mapa:
Trochę spóźniony doroczny wyjazd z kolegą. Tym razem wybór padł na okolice Istebnej. Girowa, Trójstyk i Ochodzita.

Cil - Trojmezi -Trójstyk© turdus23
Z rana w Wiśle temperatura ledwie 3 stopniowa, natomiast podjazd po Koźińce solidnie rozgrzewający. Wersja przez Nową Osadę, dzięki posiadaniu w roku licznika z altimetrem wiem już że najtrudniejsze ścianki (po zerodowanych płytach) mają odpowiednio 200m - śr 26-27% - max 29% i 300m - śr 27% - max 28% nachylenia.
Po dojeździe na Kubalonkę po raz pierwszy zjeżdżałem przez Olecki. Ten pomysł mógł się skończyć nieciekawie, otóż na najostrzejszym fragmencie przy ok. 50 km/h nie zmieściłem się w wąskim zakręcie a łysa opona ujechała na zgromadzonych przy poboczu liściach. Szczęście w nieszczęściu że było tak zimno bo 6 warstw bluz i 3 warstwy spodni okazały się skuteczną ochroną przy szorowaniu po asfalcie.
Dalej spokojniej, choć na zjazdach bywało jeszcze emocjonująco to kończyło się wyhamowaniem na łąkach.
W Czechach po bardzo fajnej drodze wzdłuż samych wschodnich krańców republiki słabo przejezdny w środkowej fazie i wyśmienity w reszcie długości szlak po grzbiecie Girowej.
Trójstyk – dość sporo turystów, Ochodzita – za dużo turystów. W ramach rekompensaty widoki choć tym razem z prawie niewidocznymi Tatrami. Zjazd szlakiem rowerowym przez Raztokę do Zaolzia, w skrócie - bardzo sympatyczna wstążka asfaltu.
Przed podjazdem na Kubalonkę za zyskuję oscypki a kolega traci przerzutki – zerwana linka z przodu. W związku z tym pomijamy Stecówkę i okolice Czarnego kierując się wprost do centrum a na końcu dworzec – nawiasem nigdy nie zrozumiem jakim cudem w tak turystycznej miejscowości można było go zamknąć.
Reszta fotek:

Droga do przysiółka Na Groń w Wiśle© turdus23

Droga na Koźińce© turdus23

Pechowy zakręt© turdus23

Czeska granica© turdus23

Dzika róża© turdus23

Najbardziej wysunięta na wschód droga Czech© turdus23

W tle Lysa Hora© turdus23

Grzbiet Girovej© turdus23

Z górki na Trójstyk© turdus23

Na Ochodzitej© turdus23

Panorama z Ochodzitej na południe© turdus23
Praca i WPKIW
Środa, 25 września 2013 Kategoria Praca, Przejażdzka, W towarzystwie
| Km: | 24.14 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:29 | km/h: | 16.27 |
| Pr. maks.: | 45.47 | Temperatura: | 11.0°C | HRmax: | HRavg | ||
| 426: | 426kcal | Podjazdy: | 189m | Sprzęt: Koga Miyata | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Towarzysko.
WPKIW - towarzysko
Piątek, 26 kwietnia 2013 Kategoria Przejażdzka, W towarzystwie
| Km: | 15.81 | Km teren: | 0.50 | Czas: | 01:02 | km/h: | 15.30 |
| Pr. maks.: | 45.47 | Temperatura: | 22.0°C | HRmax: | HRavg | ||
| 275: | 275kcal | Podjazdy: | 127m | Sprzęt: Koga Miyata | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Targanicka - Sopotnia Wielka - Kocierz (Widokowa)
Niedziela, 13 maja 2012 Kategoria Wycieczka jednodniowa, W towarzystwie
| Km: | 119.67 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 06:36 | km/h: | 18.13 |
| Pr. maks.: | 74.00 | Temperatura: | 8.0°C | HRmax: | HRavg | ||
| 3052: | 3052kcal | Podjazdy: | 1980m | Sprzęt: Koga Miyata | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Ch.> Samochód> Rzyki> Przeł.Targanicka (705)> Porąbka> Tresna> Żywiec Moszczanica (410)> Żywiec Kocurów (460)> Żywiec Sporysz> Trzebinia Zaziębło (500)> Juszczyna> Przeł. U Poloka (620)> Sopotnia Mała> Sopotnia Wielka dolina (890)> Krzyżowa Dział (650)> Jeleśnia> Pawel Mała> Przeł. Rychwałdzka (525)> Łękawica> Kocierz Górny> Ul. Widokowa> Kocierz Zajazd (756)> Andrychów> Samochód> Ch.
Korzystając z okazji transportu do Andrychowa i wyprawowego towarzystwa, robię treningową pętelkę do Sopotni Wielkiej.

By turdus23 Widok z przełęczy U Poloka (620 m n.p.m)
W dolinie Sopotni Wielkiej miła niespodzianka i nowy asfalt na końcowym odcinku docierający do ok.890 m n.p.m

By turdus23 Koniec asfaltu w Sopotni

By turdus23 Z Działu nad Krzyżową
Przełęcz Kocierską podjechałem przez Kocierz Górny i perełkę podjazdów ul. Widokową. Dowiedziałem się o niej i jej imponujących danych z otchłani internetu - 15% na kilometrze, 22% na 140m, 23% na 100m. Irytującą trudnością przy tym podjeździe, podobnie jak na Hrobaczej Łące były trudności z utrzymaniem kierownicy. Wrażenia jednak bardzo pozytywne, dobry asfalt, brak samochodów i wreszcie pokonując naprawdę stromy podjazd nie towarzyszył mi upał, zdecydowanie ułatwiło to wyzwanie, podobnie jak efekty nowego roweru, przy śmiesznie lekkich przełożeniach dostępnych w Kodze 22-32 pozostały mi wolne 2 zębatki. Taki rezultat tej próby bardzo cieszy w kontekście mega ciężkiego roweru w Norwegii - jest zapas. Większą satysfakcje sprawiłby jednak - podobnie jak chociażby na sąsiedzką Hrobaczą - wjazd na dotychczasowych przełożeniach 28-30.

By turdus23 Ul.Widokowa

By Turdus23 Koga na Kocierzu
Korzystając z okazji transportu do Andrychowa i wyprawowego towarzystwa, robię treningową pętelkę do Sopotni Wielkiej.

By turdus23 Widok z przełęczy U Poloka (620 m n.p.m)
W dolinie Sopotni Wielkiej miła niespodzianka i nowy asfalt na końcowym odcinku docierający do ok.890 m n.p.m

By turdus23 Koniec asfaltu w Sopotni

By turdus23 Z Działu nad Krzyżową
Przełęcz Kocierską podjechałem przez Kocierz Górny i perełkę podjazdów ul. Widokową. Dowiedziałem się o niej i jej imponujących danych z otchłani internetu - 15% na kilometrze, 22% na 140m, 23% na 100m. Irytującą trudnością przy tym podjeździe, podobnie jak na Hrobaczej Łące były trudności z utrzymaniem kierownicy. Wrażenia jednak bardzo pozytywne, dobry asfalt, brak samochodów i wreszcie pokonując naprawdę stromy podjazd nie towarzyszył mi upał, zdecydowanie ułatwiło to wyzwanie, podobnie jak efekty nowego roweru, przy śmiesznie lekkich przełożeniach dostępnych w Kodze 22-32 pozostały mi wolne 2 zębatki. Taki rezultat tej próby bardzo cieszy w kontekście mega ciężkiego roweru w Norwegii - jest zapas. Większą satysfakcje sprawiłby jednak - podobnie jak chociażby na sąsiedzką Hrobaczą - wjazd na dotychczasowych przełożeniach 28-30.

By turdus23 Ul.Widokowa

By Turdus23 Koga na Kocierzu







